Sukcesy
Work Service dostrzega światło na końcu tunelu

Data
11.12.2018
Autor
PulsBiznesu
Giełdowa spółka w ekspresowym tempie porozumiała się z bankami, obligatariuszami i dostawcami faktoringu. Ma czas do wiosny 2020 r. na spłatę długów. Teraz może skupić się na pracy.
Nie będzie upadku, będzie drugie życie — przynajmniej na najbliższych kilkanaście miesięcy. W poniedziałek, po sześciu tygodniach bardzo intensywnych negocjacji z licznymi wierzycielami, giełdowa agencja pracy tymczasowej Work Service osiągnęła porozumienie ze wszystkimi stronami, spłaciła część zadłużenia dzięki środkom pozyskanym od głównych akcjonariuszy i zrolowała resztę długu (szczegóły w ramce). Efekt? Dobre nastroje w zarządzie, który do ostatniej chwili prowadził negocjacje i dopinał szczegóły.
„To prawdopodobnie największa i najszybsza restrukturyzacja zadłużenia w historii Polski. Udało się ją przeprowadzić w sześć tygodni, a nie było to łatwe, bo musieliśmy pogodzić interesy starych i nowych faktorów, naszych banków finansujących, a także instytucjonalnych i indywidualnych obligatariuszy. Udało się i teraz jako grupa możemy wreszcie skupić się na rozwoju biznesu” — mówi Maciej Witucki, prezes Work Service.
W ostatniej chwili
Problemy z nadmiernym zadłużeniem nie były jednak nowe, a fakt, że serie obligacji zapadają na przełomie listopada i grudnia tego roku, był znany od momentu ich emisji. Dlaczego więc spółka restrukturyzowała dług w ostatniej chwili?
„Proces refinansowania długu prowadziliśmy od ponad roku. W grze były różne scenariusze; jeszcze latem prowadziliśmy w Londynie rozmowy z potencjalnymi inwestorami, którzy mogliby przejąć całe zadłużenie grupy. Ten scenariusz nie został jednak zrealizowany, podobnie jak scenariusz pozyskania nowych banków finansujących w Polsce, głównie ze względu na przedłużający się proces sprzedaży spółki Exact Systems. Wszystkie strony czekały z ostatecznymi decyzjami do zamknięcia tej transakcji, co nastąpiło dopiero pod koniec października” — mówi Maciej Witucki.
Exact Systems został wystawiony na sprzedaż ponad rok temu. W listopadzie 2017 r. na łamach „Pulsu Biznesu” prezes Work Service zapowiadał, że transakcja może zostać zamknięta w ciągu 6-9 miesięcy przy wycenie przekraczającej 10-krotność EBITDA (co oznaczałoby wartość spółki ponad 350 mln PLN), a pozyskane z niej pieniądze pozwolą na całkowitą spłatę długu i „wszelkie obawy o utratę płynności, które kładły się cieniem na wizerunku spółki, odejdą w niepamięć”. Tak się jednak nie stało: ostatecznie Exact Systems kupili Paweł Gos i Lesław Walaszczyk przy wsparciu CVI Dom Maklerski, którzy zgodzili się zapłacić blisko 140 mln PLN. 104 mln PLN z tej transakcji trafiło od razu do banków finansujących Work Service, niecałe 23 mln PLN trafiło na konta Work Service, a 13 mln PLN miało zostać przelane w ciągu 9 miesięcy.
„Sprzedaż Exact Systems była skomplikowanym procesem; prowadziliśmy zaawansowane negocjacje z trzema potencjalnymi inwestorami, z których niektórzy do ostatniej chwili próbowali obniżyć cenę, wykorzystując trudne okoliczności, w jakich znalazła się spółka. Jej zamknięcie pozwoliło na rozpoczęcie restrukturyzacji długu bankowego i zrolowanie obligacji, a ostatnia płatność — która pierwotnie miała trafić prosto do banków — po potrąceniu 2,3 mln PLN trafiła już na konta spółki, co pozwoliło nam ograniczyć ryzyko i poprawić płynność grupy” — wyjaśnia Maciej Witucki.
Zagraniczne wyjścia
Teraz Work Service ma czas do końca marca 2020 r. na spłatę kredytów bankowych i do maja na spłatę obligatariuszy. Łącznie jest to około 150 mln PLN. Pieniądze na ten cel mają się znaleźć dzięki sprzedaży kolejnych spółek zależnych.
„Chodzi przede wszystkim o sprzedaż węgierskiej spółki Prohuman. Rozpoczęliśmy już proces wyboru doradcy i uzgadniamy szczegóły z mniejszościowym akcjonariuszem, który posiada nieco poniżej 20 procent akcji. Po zakończeniu tych rozmów powinniśmy przeprowadzić transakcję w ciągu roku, a wpływy z niej, według zleconych przez nas niezależnych wycen, powinny pozwolić na spłatę zadłużenia w całości” — mówi Maciej Witucki.
W warunkach emisji nowych obligacji przewidziano również możliwość sprzedaży spółek zależnych w Czechach i na Słowacji.
„Przewidujemy taką możliwość, ale naszym celem jest utrzymanie tych spółek w grupie. Nie chcielibyśmy ich sprzedawać” — mówi Maciej Witucki.
Nadmierna agresja
Kiedy Maciej Witucki przyszedł do Work Service pod koniec 2015 r., wspólnie z głównymi akcjonariuszami — Tomasz Misiakiem i Tomaszem Hanczarkiem — zapowiadał realizację strategii przewidującej 1 mld EUR obrotów i zagraniczną ekspansję. Ambitnych planów nie udało się jednak zrealizować.
„Strategia była bardzo agresywna. Opierała się na akwizycjach w kraju i za granicą, finansowanych kapitałem, ale też w dużej mierze długiem. Model biznesowy spiąłby się pod warunkiem udanej integracji wszystkich przejmowanych spółek, co jednak nie nastąpiło” — mówi Maciej Witucki.
Zarząd Work Service przyznaje dziś, że przy zagranicznych akwizycjach pojawiły się dwa problemy — jeden na Węgrzech, a drugi w Niemczech.
„Na Węgrzech umowa zakupu spółki przewidywała płatności typu earn-out dla dotychczasowych akcjonariuszy, które okazały się zbyt wysokie, a ich skala niestety nie została ograniczona żadną klauzulą. Nie przewidziano, że spółka będzie tak szybko rosnąć — w efekcie zobowiązania z tytułu earn-out w naszych księgach urosły do poziomu 80 mln PLN” — mówi Maciej Witucki.
W Niemczech na początku 2014 r. Work Service przejął kontrolę nad spółką HR grupy logistycznej Fiege za niecałe 30 mln PLN.
„W momencie zakupu ten biznes był rentowny, ale po pierwszym roku wyszedł na zero, a potem zaczęły się straty, co bardzo negatywnie wpłynęło na nasze wskaźniki zadłużenia. W Niemczech struktura biznesu opierała się na jednym kliencie; wciąż pracujemy tam nad uzdrowieniem i dywersyfikacją biznesu” — mówi Tomasz Ślęzak, wiceprezes Work Service.
Powrót do biznesu
Agencja pracy tymczasowej wpadła w kłopoty w czasie, gdy koniunktura gospodarcza najbardziej jej sprzyja — zapotrzebowanie na pracowników jest wysokie zarówno w Polsce, jak i na innych rynkach.
„Po zakończeniu rozmów z bankami i obligatariuszami od razu przechodzimy do rozmów z partnerami biznesowymi; w naszym portfelu zamówień na przyszły rok jest już 2,5 tysiąca pracowników, których sprowadzimy nie tylko z Ukrainy, ale także z Filipin czy Wietnamu, nie mówiąc o aktywizacji zawodowej Polaków” — mówi Maciej Witucki.
Po trzech kwartałach tego roku Work Service miał 1,57 mld PLN przychodów (o 0,6 proc. więcej niż rok wcześniej) i 4 mln PLN straty na poziomie EBITDA.
„Spodziewamy się, że po wyjściu z grupy Exact Systems i spółki węgierskiej, w przyszłym roku będziemy w stanie generować przychody na poziomie 1,3-1,5 mld PLN” — mówi prezes Work Service.
Za ekspansję trzeba płacić
Work Service, który ugiął się pod ciężarem długów zaciągniętych na agresywną ekspansję zagraniczną, to kolejny przykład w serii giełdowych spółek, które rozgrzały inwestorów zapowiedziami międzynarodowego rozwoju biznesu, a potem ich rozczarowały. Pod koniec listopada obszernie opisywaliśmy historię Ursusa, który był stawiany za wzór udanej ekspansji polskiej firmy w Afryce i który zapowiadał m.in. rozwój w segmencie elektromobilności. Na razie jednak spółka pokazała bardzo słabe wyniki finansowe, weszła w przyspieszone postępowanie układowe i zamierza sprzedać część majątku, by zrealizować plan naprawczy.
Wielkim rozczarowaniem na giełdzie zakończyły się też ambitne plany Integer.pl, który miał budować europejską sieć kilku tysięcy paczkomatów. Wśród inwestorów był m.in. fundusz PineBridge (który inwestował też w Work Service), a kurs Integera dynamicznie piął się w górę. Za kursem nie poszły jednak wyniki, a paczkomaty stawiane poza Polską nie osiągały rentowności. Sieć paczkomatów polskiej firmy przechodziła spore turbulencje na początku 2017 r. w związku z problemami Integera z obsługą zadłużenia i pozyskaniem kapitału na rozwój. Skończyło się to wycofaniem spółki z giełdy przez fundusz Advent działający w porozumieniu z Rafałem Brzoską.
Poza giełdą na większą skalę rozczarowała Pesa; kilka lat temu wygrała wiele kontraktów na rynku niemieckim (na które nie miała homologacji), realizując jednocześnie liczne zamówienia dla polskiego rynku. W efekcie champion stał się dostawcą awaryjnych pojazdów, z których wielu odbiorców było niezadowolonych, a banki odmówiły firmie dalszego finansowania. Pojawiła się wizja upadłości, przed którą Pesę mógł uratować inwestor. Wśród potencjalnych kandydatów byli gracze zagraniczni; ostatecznie zainwestował Polski Fundusz Rozwoju. Z niemieckimi odbiorcami zawarto porozumienie.
Ekspresowa restrukturyzacja
Z końcem listopada i początkiem grudnia upływał termin wykupu trzech serii obligacji Work Service o łącznej wartości blisko 45 mln PLN. Jednocześnie upływał termin spłaty kredytów zaciągniętych w 2015 r. w konsorcjum banków (Santander, Millennium, BGŻ BNP Paribas, a także PKO BP), które — po spłacie 104 mln PLN pozyskanych ze sprzedaży Exact Systems — wynosiły ponad 110 mln PLN. Work Service chciał zrolować obligacje i przesunąć termin spłaty kredytów. Aby to zrobić, musiał najpierw uzyskać od faktorów potwierdzenie, że udostępnią linie faktoringowe o wartości co najmniej 55 mln PLN. Takie potwierdzenie uzyskał w poniedziałek. Po drugie, konieczne było porozumienie z obligatariuszami. Tomasz Misiak i Tomasz Hanczarek, wiodący akcjonariusze Work Service, wyłożyli 7 mln PLN gotówki na nowe obligacje. Tymi pieniędzmi spłacono obligatariuszy indywidualnych i część instytucji (a nowe papiery są w zamian uprzywilejowane w kolejności zaspokojenia). Reszta obligacji została zrolowana, a przy okazji z warunków emisji zniknęły klauzule dotyczące wskaźników finansowych, których złamanie uprawniałoby obligatariuszy do żądania wcześniejszego wykupu papierów. Termin wykupu nowych serii obligacji to 29 maja 2020 r. Wcześniej, do końca marca 2020 r., mają zostać spłacone kredyty bankowe.
„W większości procesów restrukturyzacyjnych, w których uczestniczą firmy, spółki doradcze, banki i prawnicy, sprostanie wyzwaniu połączenia różnych grup wierzycieli trwa 6-12 miesięcy. Tutaj udało się to w półtora miesiąca. To nie tylko merytoryczne, ale i logistyczne mistrzostwo świata” — uważa Michał Lewczuk z PwC, który doradzał Work Service.