Sukcesy

Work Service. Czy to jest szansa na arbitraż?

Data

17.02.2016

Autor

PulsBiznesu

Handel różnicami cen tego samego aktywa na dwóch giełdach jest opłacalny tylko w nielicznych sytuacjach.

W czwartek, 18 lutego, akcje Work Service, spółki z sektora usług personalnych, zadebiutują na londyńskiej giełdzie (London Stock Exchange). Jej papiery wartościowe będą nadal notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, co czyni to tzw. dual listingiem.

— „To kolejny krok w budowaniu pozycji Work Service na rynkach międzynarodowych. Dzięki tej operacji zwiększymy rozpoznawalność marki i zyskamy dostęp do szerokiej grupy globalnych inwestorów. Jesteśmy przekonani, że nasza obecność na London Stock Exchange pomoże nam wzmocnić pozycję regionalnego lidera w branży i ostatecznie wejść do pierwszej piątki firm świadczących usługi HR w Europie” — mówi Maciej Witucki, prezes Work Service.

Wycena w Londynie będzie w funtach, a w Warszawie w złotych, ale spółka zapewnia, że aktywa będą miały tę samą cenę na obu parkietach. Adam Jenkins, prezes Work Service International, twierdzi, że jest to możliwe dzięki zastosowaniu jednego kodu ISIN (depozyty papierów wartościowych używają go do identyfikacji rozliczanych akcji). Ten sposób myślenia nie jest rozumiany przez przedstawicieli funduszy inwestycyjnych ani Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych (KDPW).

— „Nie ma procedury, która automatycznie wyrównywałaby anomalie cenowe” — podkreśla Łukasz Hejak, zarządzający w Investors TFI. — „Jeśli akcje są notowane na London Stock Exchange, ta giełda ustali kurs i przekaże go do rozliczenia transakcji w lokalnym depozycie, a my zajmiemy się ewentualnym transferem papierów poprzez tzw. link” — mówi Dariusz Marszałek z KDPW.

Teoretycznie będzie więc możliwe przeprowadzenie arbitrażu na akcjach Work Service — operacji polegających na wykorzystaniu różnych cen na obu giełdach.

W Polsce to nie działa...

Dla inwestorów indywidualnych arbitraż międzynarodowy to kompletna fikcja. Wynika to m.in. z ograniczeń w dostępie do zagranicznych giełd poprzez polskie domy maklerskie. Większość po prostu nie oferuje takiej usługi. Nawet jeśli jest ona dostępna, prowizje w praktyce wykluczają opłacalność operacji arbitrażowych.

Inwestorzy instytucjonalni borykają się w zasadzie z tym samym problemem. Aby arbitraż miał sens, na obu rynkach notowań musi istnieć wysoki poziom płynności. W przypadku Work Service spread między ceną kupna a sprzedaży w warszawskim arkuszu zleceń może sięgać 3-4%, co wskazuje na brak płynności. Potwierdzają to obroty; wczoraj wyniosły one około 10 000 PLN.

— „Nie spotkałem się z sytuacją, w której ktoś jednocześnie kupował i sprzedawał akcje na dwóch giełdach, aby wykorzystać różnice cenowe. Spotkałem się natomiast z arbitrażem rozumianym jako wybór miejsca wykonania transakcji” — mówi Rafał Janczyk, zarządzający funduszami w Aviva Investors.

Wśród spółek notowanych równolegle na warszawskiej giełdzie, przedmiotem takich operacji miały być akcje czeskich CEZ i NWR czy austriackiego Immofinanz. W jego opinii wynikało to kiedyś z faktu, że polskie TFI nie inwestowały bezpośrednio na rynkach zagranicznych, a w późniejszym czasie z tego, że przy dużych wolumenach transakcja przeprowadzona nawet w jedną stronę dawała zauważalny zysk. Można go jednak osiągnąć dopiero przy transakcjach idących w miliony złotych. Nawet w tej formie arbitrażu powraca problem płynności danych papierów.

...ale czasem można zarobić

Wysoka płynność powinna teoretycznie prowadzić do ujednolicenia kursów na giełdach zaangażowanych w dual listing. I w zasadzie tak jest. Istnieje jednak jeszcze jeden czynnik, który napędza transakcje arbitrażowe.

— „Przy założeniu efektywnego rynku kurs tego samego papieru na różnych giełdach powinien być taki sam. Rozbieżności cenowe jednak się zdarzają, szczególnie gdy spółka jest notowana na rynkach o bardzo różnych godzinach handlu, np. w USA i Japonii. Ale są też inne powody. Jeszcze rok temu rozbieżności w kursach rosyjskich firm notowanych w Moskwie i Londynie sięgały kilkunastu procent. W Londynie handlowano nie akcjami, lecz kwitami GDR, często emitowanymi w stosunku 1:1, czyli zbliżonymi do akcji. Przy tych rozbieżnościach notowań w grę wchodziły czynniki związane z ryzykiem kraju. Część inwestorów po prostu nie mogła inwestować w Rosji. Ale cała sytuacja stwarzała idealne pole do arbitrażu” — mówi Łukasz Hejak.

— „Globalnie arbitraż jest ciekawym tematem. W kontekście polskim — nie jest” — podsumowuje Rafał Janczyk.

36 – Tyle spółek notowanych na GPW jest jednocześnie notowanych na innych giełdach. W czwartek do tej grupy dołączy Work Service.