Przemyślenia
Polityka USA

Data
14.01.2026
Autor
Tomasz Misiak

Świat będzie lizał rany – zarówno te psychiczne, jak i te faktyczne – jeszcze długo po decyzjach administracji Trumpa. Jesteśmy świadkami kolejnej odsłony politycznej walki Stanów Zjednoczonych z resztą globu. Tym razem USA wstrzymały procesy imigracyjne w 75 krajach. De facto granice zostały zamknięte dla prawie połowy świata.
Co ciekawe, na tej „zamkniętej liście” znalazły się też kraje sojusznicze i duże rynki współpracy gospodarczej. Po Wenezueli, Grenlandii, wojnach handlowych i spekulacjach na temat przyszłości NATO, mamy nowego wroga USA – imigranta.
Jest to ironiczne, biorąc pod uwagę, że jedynymi rdzennymi mieszkańcami Ameryki są rdzenni Amerykanie. Każdy, kto dziś źle mówi o migracji, jest albo potomkiem imigrantów, albo ma męża czy żonę z imigracji. Straszenie „obcym” stało się światowym trendem – niestety trendem, który rozlewa się po całym Zachodzie.
Demografia rozprawi się z tym trendem brutalnie, ale skutecznie – w perspektywie 30–50 lat. Kiedy systemy emerytalne zaczną się sypać i zabraknie ludzi do płacenia na kolejne pokolenia, okaże się, że gospodarka – jak zawsze – nie znosi próżni.
Zresztą widać to doskonale po USA, które przez dekady genialnie wykorzystywały imigrację do swoich potrzeb. Skąd się wzięły talenty AI? Kto stworzył największe amerykańskie firmy? Musk, Brin, żona Trumpa, żona Vance’a – to imigranci. Bez imigrantów Ameryka nie byłaby tym, czym jest dzisiaj.
Obserwuję to, co robi Trump, z wielkim zainteresowaniem, ale jeszcze bardziej jestem ciekawy, jak będą wyglądały przyszłoroczne midterms w USA. Mam przeczucie, że mimo pozornego aplauzu w listopadzie, administracja może dostać solidne lanie za ten polityczny i geopolityczny rollercoaster, który serwuje światu – i samym Amerykanom.