Przemyślenia

Oś czasu HR

Data

12.01.2026

Autor

Tomasz Misiak


Rok 2000. Zakładam moją pierwszą firmę na rynku pracy. Jestem młodym absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, z pierwszego kierunku zarządzania zasobami ludzkimi, jaki tam powstał. Nie wiem jeszcze, jaka niesamowita przygoda czeka mnie w nadchodzących latach.

Mamy wiedzę, energię i chęć zmiany świata. Technologia nie jest jeszcze wyzwaniem – e-maile to nowinka techniczna, a komputery służą bardziej do pisania i drukowania niż do obsługi skomplikowanych systemów zarządzania. Bezrobocie sięga 15%. To rynek pracodawcy. Każdy chce się tylko gdzieś „zahaczyć” w pracy.

Mimo to udaje nam się rozwijać właśnie dlatego, że firmy szukają kogoś, kto potrafi znaleźć właściwych ludzi w gąszczu nadmiaru dostępnych kandydatów, wziąć na siebie ryzyko zatrudnienia i zdjąć z ich barków ciężar żmudnych, archaicznych procesów kadrowych.

Rok 2010. Bezrobocie spada do 12%, ale 2009 to dramat dla branży HR. Światowy kryzys finansowy sprawia, że firmy gwałtownie tracą klientów i zwalniają ludzi; jedynym powodem, dla którego wiele agencji przetrwało, jest to, że duże przedsiębiorstwa boją się zatrudniać na własną rękę – w obawie przed drugą falą kryzysu.

Rok 2025. Rynek pracownika. Gigantyczny sukces gospodarczy Polski. Zaproszenie do G20 i faktyczna obecność w tej grupie dzięki wielkości naszego PKB. Bezrobocie należy do najniższych w Europie – obok Czech – i jest niższe niż w Irlandii, która przez lata była symbolem wysokich zarobków.

Wszyscy walczą o pracowników, których po prostu nie ma. I znowu branża HR musi się odnaleźć w trudnych czasach – tak jak każda firma, która potrzebuje ludzi.

Takie wieczorne przemyślenia, patrząc na kalendarz historii naszego rynku pracy. To niesamowite, że z kraju emigrantów zarobkowych staliśmy się pożądanym rynkiem dla pracowników z całego świata. Z ludzi szukających jakiegokolwiek zajęcia staliśmy się społeczeństwem, które może wybierać między firmami i możliwościami.

A jednak nasz charakter się nie zmienia – lubimy narzekać i zawsze myślimy, że mogłoby być lepiej.

Pamiętajmy jednak, że zawsze może być gorzej. Spójrzmy na Ukrainę. Na Wenezuelę – niegdyś bogaty kraj. Na Argentynę z inflacją sięgającą 200%. Wreszcie na Japonię, która utknęła w stagnacji i pozwoliła innym się dogonić.

Nic nie jest dane raz na zawsze. Nie zmarnujmy tego złotego czasu dla Polski na kłótnie, opóźnienia i zaniedbania. Teraz mamy szansę na kolejny skok w przyszłość – przyszłość, która może znów wymagać tej samej energii, która w tak świetnym stylu przeniosła nas z roku 2000 do 2025.